Za co kocham taniec na rurze

Za to, że jest seksowny i prowokujący. Nic innego nie przyciąga tak męskich spojrzeń. Uwielbiam być podziwiana i adorowana w klubie, w którym każdy marzy o tym, bym zatańczyła tylko dla niego.

Uwierzyłeś w to? Jesli tak, to znaczy, że… nie masz pojęcia o tym, czym jest pole dance!

Pole dance to nie jest to, co można zaobserować w klubach go go. Tam prezentuje się taniec erotyczny z wykorzystaniem rury (która zresztą także nie spełnia kryteriów drążka sportowego…). Sportowy pole dance nie ma z tym jednak nic wspólnego – wywodzi się on z Indii, gdzie ludzie – głównie mężczyźni – tańczyli na drewnianych kołkach. Następnie trafił do cyrku, gdzie drewniany kołek zamieniono na cieńszy, metalowy drążek, by artystom łatwiej było go objąć. Po latach pole dance trafił zaś do studiów fitnessu i szkół tańca, gdzie stanowi coraz bardziej popularną alternatywę dla „tradycyjnego” fitnessu. Jest to niezwykle trudna dziedzina – pole dance wymaga dużej siły oraz umiejtności tanecznych, a także wytrzymałości na ból – twardy, metalowy drążek powoduje liczne otarcia skóry oraz odciski na dłoniach, a upadki – choć na ogół amortyzowane przez materace – również się zdarzają. Powtórzę to zatem raz jeszcze – sportowy taniec na rurze NIE JEST ocieraniem się intymnymi częściami ciała o rurkę, w celu wywołania podniecenia u samców. Jest to sztuka, która wymaga poświęcenia – nagrodą za wytrwałość są natomiast medale i puchary na międzynarodowych zawodach – tak, tak – pole dance, jak każdy inny sport, wiąże się również z rywalizacją, doświadczaniem zwycięstw i porażek!

No dobra – wydaje mi się, że tego wstępu, mającego podważyć bzdury, jakie na temat mojego ukochanego sportu znajdują się na wikipedii, jest już wystarczająco dużo. Kiedy jako psycholog spotykam się z dziećmi i młodzieżą, wprowadzam zasadę: „Mówimy o sobie, nie o innych”. Dlatego teraz chciałabym przejść do tego, dlaczego ja bez pamięci zakochałam się w pole dance.

  1. Dzięki pole dance staję się silniejsza – zarówno fizycznie, jak i psychicznie. Człowiek jest jednością psychofizyczną, dlatego praca nad ciałem kształtuje również nasz charakter. Rura nauczyła mnie wytrwałości (nie zawsze figurę udaje się wykonać za pierwszym razem), a także uczyniła bardziej zdecydowaną, niekiedy wręcz zawziętą. Siła i wydolność fizyczna pomagają zaś w codziennym życiu – po kilkunastu treningach nie ma mowy o zadyszcze przy wchodzeniu po schodach na trzecie piętro!
  2. Przestałam się nad sobą użalać. Rurka lubi ozdabiać ciała tancerzy i tancerek siniakami, łamać im paznokcie i sprawiać, że naskórek wprost sypie się na podłogę. Ja, która zawsze bałam się krwi i byłam niezwykle wrażliwa na ból, nauczyłam się zaciskać zęby. Wiem, o co walczę – słowa no pain, no gain towarzyszą mi podczas każdego treningu.
  3. Poprawiłam swoją koordynację ręka – oko. Nigdy nie byłam wybitną tancerką. Nie potrafiłam powtórzyć skomplikowanej sekwencji ruchów. Teraz robię to… wisząc do góry nogami.
  4. Pole dance jest piękny! Jeśli ktoś nie wierzy, polecam obejrzeć dowolny występ  Anastasii Skukhtorovej. Ciarki przechodzą po plecach!
  5. Na treningach panuje niepowtarzalna atmosfera. Lwia część kursantek to kobiety – choć, oczywiście, panowie również tańczą na rurze i często wychodzi im to rewelacyjnie! Każdy, kto uważa, że dziewczyny nie potrafią współpracować, a swój czas najchętniej przeznaczają na plotki o facetach i promocjach w Rossmannie, powinien przyjść na trening. Podczas zajęć pole dance kobiey wzajemnie sobie pomagają, motywują się, asekurują przy trudniejszych figurach. Czasem zdarza nam się pogadać o tym, gdzie można kupić tanie koszulki sportowe, a czasami rozmawiamy o życiowych decyzjach i dalekosiężnych planach. Niektóre z nas mają dzieci i domek za miastem, inne są zadeklarowanymi singielkami, wynajmującymi pokój bokiem u kumpla. Dzieli nas wiele – łączy nas pasja i to, że chyba stanowimy dowód na nieprawdziwość stereotypu kobiety, którą interesują tylko sprawy męża, dzieci oraz obowiązki domowe.
  6. Dzięki pole dance sama siebie zaskakuję. Gdyby ktoś pięć lat temu powiedział mi, że wezmę udział w pokazie tanecznym, wyśmiałabym go. A jednak, jak mówią kołcze, już po kilku miesiącach trenowania „opuściłam swoją strefę komfortu” i zatańczyłam przed masą obcych ludzi.
  7. Uczę się akceptować swoje ciało. Nie jestem i nie będę modelką. Jestem niska i z pewnością nie tak wysmukła, jak Zosia z Soplicowa. Ale… co w tego? Trenując pole dance, skupiamy się nie na wyglądzie swojego ciała, lecz na tym, co ono potrafi. A na rurze KAŻDY wygląda pięknie!

Wielu ludzi nadal uważa taniec na rurze za nieprzyzwoity. Nie obchodzi mnie to. Kiedyś za nieprzyzwite uważano tango – dziś papieżowi Franciszkowi dedykuje się milongę. Poza tym – czemu poziomy drążek miałby być ok, a pionowy stanowi w głowach niektórych symbol lubieżności? Zapewne wynika to z niewiedzy, czasami z problemów z własną seksualnością, nieprawdziwym obrazem kobiet (wszystko co robią służy uwodzeniu). I lęku, że nie nadążają za światem, który wciąż ich zaskakuje.

7 komentarzy

  1. Magda

    Starozytne indie starozytnymi indiami ale czy Na prawde wierzycie w to ze to hindusi zaczeli otwierac pierwsze szkoly pole dance. Nie… Byly to striprizerki. Potem zaczelo to ewoluowac I teraz mozecie uprawiac pole dance w formie jakiej wam odpowiada. Fakty nie bajki. Lepiej spicie w nocy wierzac ze to mityczny hinduski art ?

  2. Ania

    Niby chcesz tym artykułem łamać stereotypy, a sama je powtarzasz: „Niektóre z nas mają dzieci i domek za miastem, inne są zadeklarowanymi singielkami, wynajmującymi pokój bokiem u kumpla”… przykre to bardzo.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *