Żenujące zachowanie katolewackich blogerów. Zobacz, co zrobili!

Jakiś czas temu pisałam pracę zaliczeniową na studia. Temat dotyczył popularnosci stron w Internecie. Nie mając zbyt dużej wiedzy na ten temat, postanowiłam zaspokoić pragnienie wiedzy przy źródle. Surfując po wezbranych falach Internetu, trafiłam w końcu stronę, na której znalazałam TO.

Moim oczom ukazała się informacja, że… można na serwisie aukcyjnym kupić „polubienia” swojej strony, ale także zdjęcia, postu czy udostępnionego linka (domyślam się, że wielu z Was już tę opcję znało, ale ja naprawdę jestem opóźniona, jeśli chodzi o najnowsze technologie. Stosunkowo niedawno ogarnęłam, jak działa Snipping tool). W pierwszej chwili zaczęłam się śmiać. Czasem mam jednak wrażenie, że jestem sześciolatką zamkniętą przez przypadek w ciele dwudziestokilkuletniej kobiety – kiedy widzę coś dziwnego, moja natura nakazuje mi tego dotknąć, obrócić w dłoniach, rozebrać na czynnyki pierwsze. Czym prędzej napisałam do Męża i podjeliśmy decyzję – kupujemy lajki!

Narzędziem testowym stał się blog. Po kilku godzinach zaczęły pojawiać się lubisie od ludzi, którzy chyba raczej nie mówią i nie czytają po polsku. Albo też nie mówią i nie czytają wcale, bo nie istnieją. Początkowe rozbawienie ustąpiło miejsca gorzkiej refleksji – skoro jest popyt, istnieje także podaż. Istnieją ludzie, którzy naprawdę kupują polubienia. Niektóre „sklepy” piszą nawet, że gwaranrtują pełną anonimowość – a zatem wielu użytkownikom FB zależy na tym, by inni naprawdę myśleli, że ich zdjęcie profilowe lubi 500+ osób. O kurde.

Dwa dni temu, we wtorek, pełniłam rolę eksperta podczas audycji psychologicznej „Neuroprzekaźnik” w Radiu Żak. Temat dotyczył FOMO – czyli z języka angielkiego fear of missing out. Jest to rodzaj lęku przed pominięciem jakiejś informacji w sieci, nowa odsłona odwiecznego lęku człowieka przed byciem odrzuconym, wykluczonym. Jak bardzo muszą zatem być dotknięci lękiem przed samotnością ludzie, którzy decydują się na kupienie polubień swojego zdjęcia? Sądzę, że jest to niejako oznaka „cyfrowej desperacji” – kupuję lajki, bo nie jestem w stanie kupić tego, o czym marzę najbardziej – uznania, bliskości, ciepła drugiego człowieka. Takie działanie nie tylko nie rozwiązuje jednak problemu, lecz go pogłębia – żadna z o”osób”, które polubiły daną rzecz, tak naprawdę nie jest nią zainteresowana. W tej chwili mam setki (a może nawet ponad tysiąc) polubień tego bloga – co z tego, skoro z żadnym z tych polubień nie idzie w parze autentyczne zaintersowanie jego treścią? Osoby, które tak desperacko zabiegają o zainteresowanie, z pewnością nierzadko później czują się jeszcze bardziej niedoceniane i samotne.

Lajki na portalu społecznościowym czy łapki w górze na YT nie są jedynymi rzeczami, które kupujemy, by nadać sobie wartość w oczach innych i wykuć włansą tożsamość. Mnóstwo produktów kupujemy ze względu na logo, które ma pomóc nam się wylansować na zamożniejszych, lepszych, bardziej atrakcyjnych. Co można z tym zrobić? Załatać dziurę, zamiast nieustannie cerować ją kiepską nicią. Potrzebujemy czegoś, co jest trwałe i nigdy nie wychodzi z mody – autentycznych relacji z  mężem, żoną, dzieckiem, przyjaciółmi, przypadkowo spotkanym, ciekawym człowiekiem. Dla wierzącego będzie to także relacja z Bogiem. Że to banał? w teorii tak. Wykonać bywa, niestety, trudniej.

PS 1 Sytuacja osób dotkniętych chorobą samotnosci woła o modlitwę do Nieba. Katole, niekatole – łączmy siły i wspomnijmy o nich Najwyższemu. Na dniach w naszym „Modlitewniku” ukaże się modlitwa w intencji takich osób.

PS 2 Już zapokoiliśmy z Mężem ciekawość. Jeśli ktoś z Was wie, jak pozbyć się tych pustolajków – będziemy wdzięczni za informacje 😉

 

 

RSS
FACEBOOK
FACEBOOK
GOOGLE
https://katolwica.blog.deon.pl/2017/04/27/zenujace-zachowanie-katolewackich-blogerow-zobacz-co-zrobili/
TWITTER

One Comment

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *