Boski parenting. Czemu Maryja jest Mamą idealną?

Podobno w czasie deszczu dzieci się nudzą – myślę, że dotyczy to także dzieci, które wiekiem zbliżają się do magicznej granicy trzydziestki (Mąż) lub  ćwierćwiecza (Angelika). Ktoś z Was chyba nie zjadł do końca obiadu, co sprawiło, że… podczas naszego wyjazdu do Bułgarii niebo zaszło burzowymi chmurami, z których leją się strugi deszczu. No i zaczęła się między nami rozmowa o… Annie Lewandowskiej, która miesiąc po porodzie jest już „w formie” i „Wysokich obcasach”, gdzie ostatnio publikowane są listy kobiet, niedążących po urodzeniu dziecka do spadku wagi (tak, tak – na urlopie staramy się nie nie wypaść „z obiegu”). Chwilę później znaleźliśmy się już na forum dla matek. Przedstawiamy Wam nasze refleksje z tej dziwnej podróży.

Nie lubię pisemek parentingowych. Z pewnością napiszę kiedyś, dlaczego – a będzie to post długi i emocjonujący. Zupełnie naturalne jest jednak to, że większość mam (zwłaszcza młodych) szuka inspiracji, jak zajmować się dzieckiem i być dla niego wsparciem – także kiedy ono urośnie i „Mamo, patrz!” zamieni się w „Weź się, mamo…”. Czas rodzin wielodzietnych w naszym społeczeństwie skończył się – niewiele kobiet może uczyć sie od ciotek, sióstr czy kuzynek, a pomysłów na „macierzyństwo doskonałe” jest coraz więcej. Na szczęście chrześcijanie (i nie tylko!) mają możliwość uczenia się od Mistrzyni w zakresie parentingu – Mamy Jezusa. Chcielibyśmy się z Wami podzielić refleksją, dlaczego Maryję uważam za najwspanialszą Mamę ever!

Przyjmuje Dziecko mimo niesprzyjających okoliczności.

Czy Maryja mogła mieć jakiś plan na życie Swoje i Józefa? Oczywiście. Inaczej nie byłaby przecież zdzwiona „propozycją” anioła, kiedy ten zapowiedział jej Boskie macierzyństwo. Ta młoda, dzielna kobieta (mogła mieć około 16 lat), postanowiła przyjąć Dziecko mimo wszystko, rzucając wyzwanie światu – w końcu ówczesna moralność pannę z dzieckiem traktowała jak wroga społecznego, jawnogrzesznicę i zło wcielone. Maryja o tym wie – mimo to nie konsultuje sie z rodzicami (choć przecież bardzo ich kocha), nie pyta o zdanie Józefa – męskiego opiekuna. Sama decyduje się przyjąć Maleństwo. Jej miłość do Boga i Dziecka, które ma się narodzić, jest silniejsza od strachu, od Januszowego myślenia wielu nazarejczyków, od grozy wyobrażenia o samotnym macierzyństwie i życia jako wyrzutek. Dziesiejsi młodzi ludzie niekiedy obawiają się (bardzo) pojawienia się potomstwa – sytacja na rynku pracy jest niestabilna, ludzie pracują na śmieciówkach, a dziecko ZAWSZE wymusza zmiany  w życiu. I nie, nie chodzi mi o to, żeby kogokolwiek pouczać i grzmieć o niżu demograficznym – ja doskonale rozumiem te wszystkie obawy. Mamy prawo (w sumie to obowiązek) planować rodzicielstwo. Opowieść o początku ciąży Maryi daje nam jednak nadzieję, że jeśli „coś” nas zaskoczy, Bóg również nas nie zostawi i ustawi niektóre sprawy. Sądzę, że Jej historia pokazuje nam także, że nigdy nie wolno osądzać kogoś po pozorach – to, że ktoś łamie jakieś tabu, nie oznacza, że nie ma w tym Bożej woli.

Nie stosuje przemocy.

Nie jestem w stanie sobie wyobrazić, co Mama Jezusa musiała czuć, gdy Jej Syn zagubił się podczas pielgrzymki. Na pewno była przerażona – może z powodu stresu bolała Ją głowa lub czuła, że za chwilę zemdleje? Może czuła się winna (choć oczywiście nie ponosiła żadnej winy), że nie pilnowała Dziecka jak należy? Może próbowała spojrzeć w twarz każdego innego dziecka w wieku około 12 lat i za każdym razem, gdy okazywało się, że to nie mały Jezus, szlochała w ramionach Józefowi? Niezależnie jednak od bólu, jaki czuła, kiedy w końcu odnalazła Swoją „Zgubę”, nie zaczęła na Jezusa krzyczeć, nie uderzyła Go, nie zapowiedziała Mu kary na struganie z drewna. Powiedziała Synowi, że szukali Go z bólem serca, jednak nie wpędzała Go w poczucie winy, nie opisywała, jak to On Ją zaraz „wpędzi do grobu”. Pozwoliła mu wytłumaczyć Swoje postępowanie i, choć chyba nie do końca je zrozumiała (bo rodzic nigdy do końca nie zrozumie dziecka), rozważała to wszystko w sercu. Czy może istnieć piękniejszy obraz podążania za dzieckiem, zezwalania mu na poszukiwanie własnej drogi, własnego powołania? Jezus, oczywiście, nie grzeszył, ale dla ludzkich mam ta historia pokazuje jeszcze jedną rzecz – maluchom trzeba przebaczać.

Nie ogranicza swojego Syna.

Mama Jezusa zaakceptowała styl Jego życia mimo tego, że był zupełnie inny od jej przodków oraz jej samej. Pozwalała mu nauczać, nie wtrącała się w Jego życie (choć zawsze była w nim obecna). Nie zamknęła Swojego Syna w domu, nie robiła Mu wymówek, że nie poradzi sobie w niebezpiecznym świecie. Co wiecej, myślimy, że Miriam może być wzorem dla samotnych matek – nie wiemy dokładnie, kiedy zmarł święty Józef, ale na pewno przed śmiercią i zmartwychstaniem Jezusa. Maryja nie szantażuje emocjonalnie Syna, mówiąć, że „zostawia ją tu samą, a ona wszystko poświęciła Jemu”, „Pięknie Jej się odwdzięcza Jej jedyne Dziecko” itd. Rozumie, że Jezus ma Swoją misję i ona go nie zatrzymuje. Dziś wielu młodych ludzi ma poważne problemy z separacją – rodzice nie chcą wypuścić pociech z gniazda, na różne sposoby próbują trzymać je przy sobie. Maryja pokazuje nam, co to znaczy pozwolić dziecku dorastać.

Jest przy Swoim Dziecku do samego końca.

Jezusa zaparli się niemal wszyscy – także Ci, którzy widzieli, jak czynił spektakularne cuda. Jego Matka jednak nie uciekła, nie przestraszyła się konsekwencji przebywania pod krzyżem, mimo że groziły za to poważne konsekwencje. Nigdy Go nie opuściła, była przy torturowaniu Go, była przy śmierci krzyżowej i pochówku. Nie mogła zrobić nic – poza daniem Swojemu Synowi obecności. I zrobiła to, mimo naturalnego odruchu odwracania wzroku od cierpienia i krwi, który ma przecież niemal każdy z nas. Co więcej – nawet po Jego śmierci, Ona nadal w Niego wierzy i czuje, że ta historia nie jest jeszcze zakończona! Postawa Miriam pokazuje nam, co należy robić, gdy dziecko, ale także krewny czy przyjaciel, straszliwie cierpi- wtedy naszym zadaniem jest po prostu być. Oczywiście, Jezus był najniewinniejszym ze wszystkich cierpiących, ale nasuwa mi się tutaj także skojarzenie (poniekąd odległe) z matkami dzieci, które zeszły „na złą drogę”, czyli np. pogrążyły się w nałogach, wdają się w konflikty z prawem itd. Dziecko, które zbłądziło, musi ponieść konsekwencje swoich czynów, ale ono także zasługuje na obecność rodziców i ich wiarę, że los może się jeszcze odwrócić.

 

RSS
FACEBOOK
FACEBOOK
GOOGLE
https://katolwica.blog.deon.pl/2017/06/17/boski-parenting-czemu-maryja-jest-mama-idealna/
TWITTER

One Comment

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *