Przekleństwa stanu błogosławionego

Mam nadzieję, że nasi Czytelnicy wybaczą nam fiksację na temacie ciąży. To naprawdę minie – można powiedzieć, że problem koncentracji na czasie poprzedzającym rozwiązanie sam się rozwiążę.

Ale nie jestem tu dziś po to, by raczyć kogokolwiek sucharami.  Chciałabym napisać co nieco na temat oczekiwania na dziecko, stanu bycia – jak pisał Staff – „kobietą brzemienną jak grusza” – tyle, że bez estetyzacji i uwznioślania. Bo ciąża to czas bez wątpienia piękny i wyjątkowy, ale także trudny – a trudności te miewają naturę do bólu (niekiedy dosłownie)  przyziemną.

Paręnaście, albo i parędziesiąt godzin temu przeczytałam post trenerki Kasi Bigos, która ośmieliła się na swoim blogu napisać, że stan błogosławiony to nie tylko motyle w brzuchu, nieustanny zachwyt nad pojawieniem się nowego życia i wizja pastelowego macierzyństwa. Mam wrażenie, że mimo „detabuizacji” wielu społecznych problemów, nadal nie potrafimy normalnie rozmawiać o ciąży – albo uderzamy we wzniosłe tony, mówiąc o powołaniu, misji kobiety, a nawet – to chyba wiąże się z naszym polskim mesjanizmem i kultem Matki Polki – ofierze i konieczności cierpienia. Z drugiej strony społeczeństwo trudności i problemy, jakich doświadczają przyszłe matki, próbuje obracać w żart, pudrować udawaną troską, zagadywać opowieściami o słodkich miesiącach oczekiwania i kierować wzrok kobiet nie na ich własne ciała, lecz wystawy sklepowe z pierdołami dla maluchów (rzecz jasna, ślicznymi!). Można więc przeżywać swoją ciążę albo po bohatersku, jak przystało na polską matronę, albo infantylnie, śniąc o pojawieniu się na świecie różowego bobaska. Ani w jednej, ani w drugiej narracji nie ma miejsca na wyrażenie trudnych emocji, lęków, a czasem także rozczarowań, jakie wiążą się z byciem w odmiennym stanie. A tych przeciez wcale nie brakuje. Oto kilka z tych, które dotykają najwięcej kobiet:

Kobieta w ciąży musi (powinna) zrezygnować z wielu przyjemności. Dla mnie trudne jest to, że nie mogę chodzić na pole dance, jogę albo zasuwać na rowerze. To nic takiego? Otóż nie. Kobiety, które żyją z promowania aktywności fizycznej (na przykład trenerki fitness), rezygnują na ten czas z rozwoju zawodowego (albo mocno go ograniczają). Fit freaki, które uprawiają różne sporty dla pasji, nie wykorzystają letniego czasu na poprawienie swoich wyników. Po prostu nie. Muszą się także zmagać z powracającym jak bumerang pytaniem, czy po porodzie ich ciało będzie dalej chętne do sportowej współpracy. Dla innych ciężarnych trudne jest zrezygnowanie na czas dziewięciu miesięcy (co najmniej!) z używek. I, zanim ktokolwiek zacznie pisać, że problem w abstynencji widzą tylko ćpunki i alkoholiczki, niech sam odpowie sobie na pytanie: czy wraz ze swoją żoną lub partnerką „pościł” od alkoholu przez cały czas oczekiwania…?

Sytuacja na rynku pracy nie jest zachwycająca. Kobiety, które są zatrudnione na śmieciówkach, często nie wiedzą, co czeka je po powrocie do pracy i czy ten w ogóle nastąpi, a utrzymanie dziecka przecież zawsze wiąże się z kosztami. Polityka prorodzinna w Polsce jest mitem, efemerydą, o której politycy lubią mówić podczas kampanii wyborczych, ale nie widać tego w postawie pracodawców i zwierzchników. Bardziej, niż klęski demograficznej, menedżerowie boją się jednak pracownicy z brzuchem.

Lęk o zdrowie dziecka i własne bywa paraliżujący. Reklamy leków, fotelików dla dzieci, tabletek dla ciężarnych są potrzebne, ale na ogół bazują na mechanizmie lęku. Niektóre kobiety już po zobaczeniu na teście ciążowym dwóch pasków myślą o możliwości powikłań okołoporodowych i śmierci łóżeczkowej. Reklamodawcy i autorzy kampanii społecznych między słowami mówią przyszłym matkom: „Jeśli coś się stanie dziecku, to będzie TWOJA wina”.

Na młodą kobietę, która spodziewa się dziecka, spada nagle wielka odpowiedzialność, której nierzadko nikt nie chce z nią dzielić. Warto także wspomnieć o tysiącach kobiet, które leczą się z powodu chorób przewlekłych – niektórych leków w ciąży zażywać nie wolno, co bywa przyczyną cierpienia i frustracji. Typowym (ale trzymanym „w tajemnicy”) przykładem są kobiety, które leczą się psychiatrycznie, zażywając leki psychotropowe – na czas ciąży muszą je odstawić. To bywa bardzo, ale to bardzo ciężka próba.

Ciało podczas ciąży sie zmienia. Jasne, jest to proces fizjologiczny, a ponadto żadna kobieta nie powinna uzalezniać poczucia własnej wartości od wyglądu. Spójrzmy jednak popkulutrze w oczy – od kobiet zawsze oczekuje się nienagannego wyglądu, a tracenie na wadze po porodzie nazywa się „odzyskiwaniem formy”, „powrotem do normalności”. Bądź dojrzałą odpowiedzialną matką, ale miej ciało nastolatki. No problem.

Czy piszę to wszystko, bo macierzyństwa w sercu nie mam? Lewacka ideologia przeżarła mi mózg? A może uważam stan błogosławiony za stan przeklęty? Nie. Wraz z Mężem jesteśmy przeszczęśliwi, że niedługo nasza rodzina się powiększy. Samą ciążę oboje postrzegamy jako coś niezwykłego, pięknego – ale nie godzimy się na to, by milczeć na temat jej trudów. To naprawdę nie jest tak, że jesli kobieta (albo jej partner) mówią o trudnościach, jakie pojawiły się w ich życiu wraz z potomkiem, to nie chcą zostać rodzicami albo nienawidzą dzieci. Nikt nie jest przeciez zdziwiony, gdy człowiek, który przebiegł maraton, mówi o trudach treningów, wyrzeczeniach, kontuzjach i kryzysach. Odmawianie ciężarnym prawa do mówienia o swoich problemach jest kolejną odsłoną dyskryminacji kobiet – do której, jak to zwykle bywa, często przyczyniają się właśnie kobiety.

Przyszłe matki, MÓWMY. Bez lukru.

 

2 komentarze

  1. Magritte

    „Odmawianie ciężarnym prawa do mówienia o swoich problemach jest kolejną odsłoną dyskryminacji kobiet” Kochani, kto zabrania ciężarnym mówić o trudach ciąży? 🙂 Podkreślacie swoje lewicowe poglądy tak jakby przekazując, że prawicowe dyskryminują kobiety, a to nieprawda. Naprawdę ani razu nie spotkałam się z żadną dyskryminacją, moim zdaniem niewarto upolityczniać rozmowy o ciąży. Warto rozmawiać o prawdzie, dziękuję za ten artykuł. Pozdrawiam, wszystkiego dobrego.

    • katolwica

      Dziękujemy za komentarz.
      Nie, niegdzie nie piszemy, że to prawicowe kobiety dyskryminują inne panie. Tutaj nie chodzi o poglądy polityczne, lecz o poziom wrażliwości i otwartości.
      Nie zabrania – gdyby tak było, napisanie tego postu byłoby aktem obywateskiego nieposłuszeństwa, a tak jest aktem wolnego blogerstwa. Żyjemy jednak również w świecie określonych norm, paradygmatów – i zgodnie z tym dominującym, o sprawach kobiecej fizjologii raczej nie mówi się publicznie (chyba, że chodzi o spór pro life vs. pro choice). Porównajmy chociażby ilość wierszy poświęconych bohaterstwu na polu walki i tych, które opiewają bohaterstwo ciężkiego porodu. A społeczna narracja zawsze udziela się konkretnym ludziom.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *