Nie banujmy się za zdrowy rozsądek

Kiedy usłyszałam, że ks. Boniecki znowu otrzymał zakaz wypowiedzi w mediach, moją pierwszą myślą było „długo się ksiądz swobodą nie nacieszył”. Potem pojawiła się wściekłość i rozmowy z Mężem i ziomeczkami, jak to niesprawiedliwie potraktowano maestra dialogu i kiedy doczekamy się zakazu dla pewnego zakonnika, który słynie z życia w luksusie i szerzenia wirusa nienawiści.

Uważam, że mamy powody do żalu. Bardzo boli nas, jako katolików to, że głosy tak wielu księży głoszących dziwne, sprzeczne z nauczaniem KK (czasem nawet z przyjętymi dogmatami) treści mogą wybrzmieć i nikt im nie udziela „braterskiej reprymendy”. Nie podoba nam się istnienie podwójnych standardów – księża straszący uchodźcami, Niemcami, upokarzający penitentów w konfesjonałach mają przyzwolenie na swoje działania, natomiast ksiądz Boniecki, który dopomina się o szacunek dla osób LGBT (do którego, ku zdziwieniu wielu „prawdziwych Polaków-katolików”) zobowiązuje nas także Katechizm) oraz wygłasza kazanie na pogrzebie Piotra Szczęsnego (na temat tej tragedii wypowiedzieliśmy się tutaj: https://katolwica.blog.deon.pl/2017/11/07/pozwolmy-smierci-milczec/), otrzymuje kolejnego „karnego jeżyka” od swoich przełożonych. Kościół traci w ten sposób nie tylko sympatię, ale i zaplecze intelektualne – w końcu niewielu jest tak wykształconych duchownych, jak właśnie redaktor senior „Tygodnika Powszechnego”.

Niepokoi mnie ta tendencja do „wyciszania” w polskim Kościele – kiedy ktoś mówi coś, co kościelnemu mainstreamowi się nie podoba, z czym mu jest „niewygodnie”, chcemy nakazywać mu milczenie, medialnie go kneblować – to samo było przecież z o. Gużyńskim, który – przypomnijmy – nie pochwalił aborcji, lecz przytomnie stwierdził, że zaostrzanie ustawy nie zwiększy ochrony życia. Przecież „katolicki” w odniesieniu do Kościoła oznacza „powszechny”, a zatem „różnorodny” – i wśród ludzi Kościoła mają prawo znajdować się wierni o różnych przekonaniach i wrażliwości. Jasne, nauczanie moralne KK obowiązuje wszystkich katolików – i albo je przyjmujemy, albo stawiamy się poza wspólnotą, bo przecież nie można być katolikiem i np. nie wierzyć w zmartwychstanie Jezusa – jednak możemy mieć inne zdanie co do tego, jakie szegółowe rozwiązania prawne powinny być podjęte, by chronić ważne z punktu widzenia chrześcijan wartości. Wielość opinii w Kościele od wieków była przecież jego siłą. Sęk w tym, że myślimy dziś plemiennie, mimo nieustannego mówienia o globalizacji i makdonaldyzacji – boimy się różnorodności i zamykamy się w swoich bezpiecznych bańkach, myślowych okopach. Aby poczuć się bezpieczniej, chwytamy się różnych radykalnych ideologii – nie zdajemy sobie jednak sprawy z tego, że tak naprawdę chwytamy sie brzytwy. Nasze lęki, chęć łatwego objaśnienia świata, poczucia, że myślimy słusznie i wynikająca z tego niechęć do słuchania tych, którzy jednak myślą nieco inaczej, znajduje odzwierciedlenie w Kościele, bo to przecież my – z naszymi ułomnościami i problemami – go tworzymy.

Po fazie wściekłości, przyszedł jednak czas na spokojniejszą refleksję. Kościół nie musi być agresywny, aby trwać. Nie musi utyskiwać na „straszne, współczesne czasy”, aby móc skutecznie karmić dusze Bożym Słowem. Nie jest skazany na bycie wciąż wściekłym i niezadowolonym, aby pokazać, że są rzeczy ważniejsze od tych doczesnych. Jezus obiecał nam, że bramy piekielne Kościoła nie przemogą-  jeśli wszyscy będziemy głęboko w to wierzyli, będziemy mogli wziąć głęboki oddech i – jako wspólnota – pozwolimy mówić tym, którzy w swoich wypowiedziach są łagodni, wyważeni, tym, co – jak śpiewał Jacek Wójcicki ” wiecznie z podniesioną głową nie dadzą się zepchnąć z swego stanowiska”.

Wówczas nie będziemy chcieli nawzajem się kneblować. Pryśnie także obawa przed głosem rozsądku. A może nawet nauczymy sie go cenić.

3 komentarze

  1. Rafał Krysztofczyk

    Zastanawiam się co jest dzisiaj potrzebne naszemu Kościołowi do głoszenia Dobrej Nowiny i tak sobie myślę, że ma wszystko o czym tylko można marzyć. Bogatemu młodzieńcowi brakło wiary, by pójść za Jezusem, naszemu Kościołowi brakuje wiary, że każdy, czy to duchowny, czy świecki, idzie do Boga swoją drogą. Skoro Jezus oznajmia, że w niebie jest mieszkań wiele, to i zapewne nie są one identyczne. Zarzuty przełożonych ks. Adama są wyzwaniem dla inteligencji niejednego człowieka myślącego. Wolność jest darem Stwórcy, ci którzy ten dar odbierają, choćby w części, drugiemu człowiekowi, biorą na swoje sumienie wielki ciężar. Oby ich nie przygniótł.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *