Niedoceniany Ojciec Polak. Czy jestem „tym gorszym” rodzicem?

Na początek kilka obserwacji:
Przewijaki dla dzieci w knajpach zawsze znajdują się albo w damskich toaletach, albo w pokojach „MATKI z dzieckiem”.
Położne i lekarze, którzy przychodzą na tak zwane wizyty patronażowe (czyli odwiedzają dzidziusia w domu po urodzeniu), o jego samopoczucie, wagę i apetyt pytają mamę – nawet wtedy, gdy tata siedzi tuż obok.
W reklamach pieluszek i zupek dla dzieci prawie zawsze przedstawiane są mamy, które opiekują się niemowlęciem. Tata co najwyżej bawi się super zabawkami z dzieckiem płci męskiej – ale tylko wtedy, gdy jest ono już starsze.
Społeczny i medialny przekaz jest jasny: ojciec to rodzic gorszy, mniej istotny. Ma prawo nie interesować się dzieckiem – bo na jego głowie są ważniejsze sprawy (choć ja sam jestem zdania, że nie ma nic ważniejszego, niż opieka nad własnym dzieckiem). Ojciec, który zajmuje się maluchem, może budzić podziw (bo przecież on, w przeciwieństwie do matki, „ma prawo” mieć dziecko w nosie), ale zdarza się, że także politowanie lub nieufność.
Jakiś czas temu byliśmy wraz z żoną i córką w poradni laktacyjnej. Wizyta przebiegała świetnie – pani pracująca tam bardzo nam pomogła, a atmosfera była serdeczna do czasu, gdy… Żona powiedziała, że w najbliższy weekend musi udać się do Krakowa na zjazd na studiach podyplomowych (są one dla niej ważne i w sumie to konieczne, by mogła odpowiednio wykonywać swój zawód psychoterapeuty). Położna (całkiem młoda!) nie była tym – delikatnie mówiąc – zachwycona. Była też zdziwiona, że ja, ojciec, zostanę w tym czasie sam z dzieckiem. Stwierdziła też, niby żartem, że będzie mi się „za to” należało duże piwo.
No tak – mężczyźnie za opiekę nad dzieckiem (które przecież powołał do życia) należy się nagroda. Matka dzieckiem zajmować się musi – to święty i powszechny obowiązek mam. Nieważne, że żona nie jedzie imprezować (do czego przecież też ma prawo), a się kształcić dla dobra własnego i naszej rodziny – powinna zrezygnować ze wszystkiego, by zostać z niemowlęciem w domu.
Pewna znajoma, kiedy usłyszała tę historię, stwierdziła, że żona jest „odważna” decydując się na zostawienie dziecka ze mną w domu. Bo przecież mogę nie mieć cierpliwości. Mogę nie umieć go nakarmić. Mogę nie poradzić sobie z arcyskomplikowanym zadaniem zmiany pieluszki. Kiedy słucham podobnych mądrości, mam ochotę krzyczeć:
JA, TATA, CHCĘ I POTRAFIĘ ZAJMOWAĆ SIĘ SWOIM DZIECKIEM.
Nie godzę się na lekceważenie ojców i jednocześnie zrzucanie całej odpowiedzialności na matki. Nie odpowiada mi rola jedynie „obrońcy” żony i córki – bo, Bogiem a prawdą, sytuacje, gdy trzeba zasłonić swoją rodzinę własną piersią, zdarzają się niezmiernie rzadko. Codzienna walka to dzisiaj raczej zmaganie się ze stereotypami. Wierzę w to, że Bóg, powołując mężczyznę do ojcostwa, „wmontował” to powołanie w codzienność – rolą faceta jest codzienna troska o małego człowieka, interesowanie się nim, okazywanie mu ciepła. Tego wymaga też miłość małżeńska, która ma stanowić odzwierciedlenie miłości Boga do ludzi – bycie mężem powinno oznaczać, że dzielimy się obowiązkami wychowawczymi.
Od wielu lat wiemy, jakie szkody wyrządza dziecku nieobecnosć ojca – dzieci, których ojciec był niedostępny, mają niższą samoocenę, trudniej jest im budować relacje, częściej podejmują ryzykowne zachowania. Znany psycholog, Wojciech Eichelberger, napisał na ten temat książkę „Zdradzeni przez ojca”, którą, naszym zdaniem, powinien przeczytać każdy, kto chciałby założyć rodzinę. Poza tym, przez taki model „zewnętrznego” ojca, tracą wszyscy: odtrącone dziecko, matka, która jest obciążona ponad miarę, a także sam ojciec, który z czasem staje się samotny i czuje się nieważny, w efekcie czego czasami sięga po alkohol… lub sznur.
Niektórym ojcom zapewne taka sytuacja (do czasu!) jest na rękę – bo przecież wygodnie jest „musieć zostać w pracy”, gdy dziecko płacze, ma biegunkę albo niszczy wszystko, co napotka na swojej drodze. W pokoleniu naszych rodziców takich „zapracowanych tatusiów” było bardzo dużo – czasem przychodzili oni na wywiadówki w szkole, a później karali lub nagradzali dziecko za wyniki. Tylko że to nie wychowanie, a tresura! Bóg jest przecież czułym Ojcem, który na kartach Pisma Świętego zapewniał nas o Swojej miłości – czemu my, ziemscy ojcowie, mielibyśmy być inni?
Ojcowie – tak samo jak matki – mają prawo i obowiązek opiekować się dziećmi. Nie rzucajmy więc dziwnych komentarzy, gdy widzimy, że to tata przyszedł z dzieckiem na szczepienie (on i tak cały drży, obawiając się krzyku potomka!). Nie dziwmy się, że tata karmi dziecko butelką w parku („a to co, mama cycuszków nie ma?”). Zaufajmy, że gdy tata mówi, że dziecko lubi marchewkę, a nie przepada za dynią, to mówi prawdę – i nie ma potrzeby dopytywać mamy, co dziecko chce zjeść.
Nie chcę – i odkąd zacząłem w ogóle myśleć o ojcostwie, nie chciałem – być ojcem, którego rola ogranicza się do przynoszenia do domu pieniędzy oraz ewentualnie wymierzania kary dziecku, gdy jest „niegrzeczne”. Chcę być obecny przy stawianiu przez moją córkę pierwszych kroków, chcę wiedzieć, jak podoba się jej w przedszkolu, jak ma na imię jej najlepsza koleżanka i za co ją ceni. Zależy mi na tym, by dla naszej pociechy być emocjonalnie dostępnym – ona zasługuje na to, żeby nie tylko wiedzieć, że bardzo ją kocham (bo tak mówi jej mama), ale też po prostu czuć tę zwyczajną, tacierzyńską miłość każdego dnia.

You may also like

9 komentarzy

  1. Sama zostawiłam 6tygodniowego synka i wróciłam na studia podyplomowe. Na mnie nikt krzywo nie patrzył, ale mąż był zachwalany pod niebiosa. Mnie nikt za poród przy którym o mało nie umarłam doceniła mała garstka osób – wszak poród to przecież nic takiego 😉 Fajnie, że piszecie o tym tak prosto i strawnie – dzięki!

    1. To dobrze, że postanowiła Pani wrócić na studia ;). Szkoda, że rola kobiety jest także niedoceniana – kobieta musi urodzić, to jej obowiązek itp…. martwią nas takie stwierdzenia.
      Cieszymy się, że ma Pani takiego wspierającego męża i gratulujemy urodzenia i wychowywania dziecka :).

  2. Trochę to brzmi jak manifestacja z portali feministycznych. Rola matki i ojca jest inna bo jesteśmy inni. Możemy się z tym zgodzić albo nie. Przynoszenie pieniędzy do domu czy wymierzanie (niekoniecznie fizycznych) kar dziecku jest także ważne. To że ojciec ma problemy z przewijaniem dziecka bo robi to znacznie rzadziej nie znaczy że dziecka nie kocha. To że zazwyczaj go nie karmi nie znaczy że jest ojcem nieobecnym. Możemy napisać tysiąc manifestów i dwa tysiące mądrych książek ale nie zmienimy tego co jest uwarunkowane biologicznie. Rodzice będą kochać swoje dzieci ale ich role będą się zawsze nieco różnić.

    1. Z pięcioletniej perspektywy bycia ojcem napiszę tak – przewijanie dziecka nie wymaga doktoratu, jest w sumie dość prostą czynnością. Dlatego, jak ktoś w dyskusji o ojcostwie pisze, że ojciec może mieć problemy z przewijaniem, albo robić to rzadziej, niż matka, to mam wrażenie, że to piękna próba usprawiedliwiania lenistwa i traktowania matki dziecka, jak służącej. A pisanie w kontekście takich czynności, jak przewijanie czy karmienie dziecka o „biologicznym uwarunkowaniu”, czy uznawanie tego tekstu za „manifestację z portali feministycznych” to – przepraszam – zupełne 3,14erdolenie

      Zalecałbym przeczytanie tekstu ponownie, bo chyba pojawił się problem z jego zrozumieniem.

  3. Samo to że to jest tu napisane nikogo do niczego nie przekona (mowa oczywiście o moim komentarzu ;), ale samo pisanie jest fajne i zalążek w głowie może zasiać. Trzymam kciuki aby powodów do zmartwień było jak najmniej.

  4. A ja uwazam że powyższy autor ma racje, dlaczego świat ma nam dyktować warunki a jak zrobimy innaczej to jestesmy dziwni.
    To prawda że kultura wychowawcza naszych ojcow- nie wszystkich ale w mojej rodzinie była ograniczona tylko do poczecia.to jest bardzo smutne. DZIECKO jak sie rodzi to ma „pusty” baniak miłości i dopiero dorastajac wypełnia go milością od mamy i taty.Jesli tej ojcowskiej milosci nie otrzyma to ten „baniak miłości” tylko po cześci jest pełny a tu trzeba czerpac nabieżąco w życiu dorosłym. Wspaniałe jest gdy tatusiowie są w życiu dziecka oczywiście nigdy niezastąpià mam( bo one odgrywają tu spektakularną rolę w noszeniu dziecka, rodzeniu i wspieraniu itd) ale nie oszukujmy sie ze mama sama potrafiła by to zrobic.
    Dzieki Bogu moj mąż jest w tej kwesti coraz lepszy i coraz cześciej wyłapuje momenty gdy potrzebuje chwili wytchnienia….szczeże mogę powiedzieć że miłość do Jezusa wszystko zmiennia i to wzbaga w nim wieksza miłość do naszej rodziny.

  5. Kacper masz 100% rację. Niestety wielu ojców zapracowywuje sobie na to swoim zachowaniem. Wielu do dziś uważa że to kobieta MUSI zajmować się Ich dzieckiem. Niewielu wie że kobiety UWIELBIAJĄ mężczyzn, którzy zajmują się własnymi potomkami. Z zazdrością patrzą na rodziców siedzących w parku, którzy wspólnie opiekują się maluchem. Nie mówię tu a sytuacji, gdzie oboje są w przysłowiowy parku, ojciec siedzi na ławce i powtarza „nie rób” „nie biegaj” itp ale za każdym razem „cztery litery” podnosi matka, biegnie z piciem, biegnie wytrzeć nos, biegnie bo maluch się za wysoko wdrapal itd. Mówię o sytuacji gdzie robią to naprzemiennie, tak aby dzielić się i obowiązkiem opieki i aby korzyść ze spaceru była obustronna.
    Nie wszyscy ojcowie są beznadziejnymi wymigaczami, jest naprawdę wielu ojców, którzy są SUPER TATUSIAMI, za to oczywiście też dziękuję mojemu mężowi, który właśnie biega z naszym synkiem po podwórku, bo ja pije kawę, choć on nie pyta co robię, a to dlatego że robi to z miłości do dziecka, nie z obowiązku bo tak trzeba, nie dlatego żebym miała chwilę dla siebie, ale dlatego że czerpie satysfakcję z zabawy ze swoim dzieckiem, tak jak matka😉

  6. Ja myślę, że promowanie wzorca ‚zniewieściałego’ mężczyzny do niczego dobrego nie prowadzi. Wystarczająco dużo w tym kraju facetów, którzy nie potrafią wziąć odpowiedzialności za utrzymanie rodziny i bycia twardym kiedy sytuacja życiowa tego wymaga.

    1. Thorgi, ale co jest „zniewieściałego” w zajmowaniu się przez ojca dziećmi? Czy zniewieścienie według Ciebie ma być spowodowane przewijaniem dziecka, karmieniem go, wyprowadzaniem na spacery czy uczeniem czytania? Czy według Ciebie prace domowe także powodują „zniewieścienie” mężczyzny np. zmywanie czy pranie?

      Według mnie prawdziwe męstwo to właśnie współuczestniczenie z żoną w zajmowaniu się dzieckiem, co jest pracą żmudną, często bez łatwej i szybkiej gratyfikacji.

      Zapewniam Cię, że w porównaniu z tym „mężne” zapewnianie utrzymania rodziny pracą w biurze to kompletny lajcik i sofciarstwo.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *