Zarówno wielkie ogólnopolskie dzienniki i portale, jak i influecerzy posiadający dość wąskie grono odbiorców, podejmują ostatnio temat mowy nienawiści. Ma to oczywiście związek z tym, że jako społeczeństwo już nie tyle brodzimy w hejcie, ale się w nim nurzamy – i chyba dociera do nas to, że nie jest to “urojony problem”. Dla wielu dziennikarzy triggerem do podjęcia tego tematu było, oczywiście, zabójstwo prezydenta Gdańska, dokonane na tle nienawiści. Nie sądzę, by bez konkretnych rozwiązań prawnych i solidnej edukacji udało się pokonać (lub choćby zmarginalizować) zjawisko mowy nienawiści – ale jednak, widząc, jak wiele się w tym temacie dzieje, pomyślałam sobie, że może uprawianie hejtu przestanie być powodem do dumy, a nienawiść zniknie z największych polskich mediów. A potem, w drodze do pracy, przyjrzałam się plakatom akcji “Jedz ostrożnie”. I ręce mi opadły.
Body shaming pod moim oknem
Plakaty, które mają nakłonić Polaków do podejmowania refleksji nad tym, co znajduje się na ich talerzach, zauważyłam stosunkowo późno – stało się tak zapewne dlatego, że na co dzień nie korzystam z dobrodziejstw łódzkiego MPK, a afisze wiszą głównie na przystankach komunikacyjnych. Prace “Jedz ostrożnie”, wizualnie nawiązujące do znaków ostrzegawczych i drogowych “czarnych punktów”, zostały nagrodzone i w ramach 19. konkursu Galerii Plakatu AMS. Niektóre z nich zawierają napis “ŻRYJ” z przekreśloną literą “R”, inne natomiast prezentują sylwetkę bardzo otyłej osoby, upodabniając ją do burgera lub przemawiają do nas grafiką monstrualnych rozmiarów mężczyzny siedzącego na maleńkim krześle. Przesłanie jest jasne: nie jedz zbyt wiele, bo będziesz wyglądać obleśnie. Twórcy kampanii oddziałują więc na odbiorców poprzez body shaming, czyli działanie mające na celu poniżenie, zawstydzenie lub ośmieszenie kogoś z powodu jego wyglądu. To groźne zjawisko, które stanowi przyczynę kompleksów (a w skrajnych przypadkach będące tłem depresji i myśli samobójczych) wielu nastolatków, ma się dobrze w internecie – a teraz dodatkowo “wylało się” na ulice. Nie wolno zapominać, że body shaming również jest rodzajem mowy nienawiści – w dodatku osoby otyłe hejtowane są tutaj w białych rękawiczkach, bo przecież „to dla ich dobra”. Cóż… nie tędy droga.
A jeśli się nie obżeram?
Choć sama nigdy nie byłam otyła, to jednak był w moim życiu moment, gdy – delikatnie mówiąc – patrzenie w lustro nie sprawiało mi przyjemności. Było to tuż po porodzie. Choć na poziomie intelektu wiedziałam, że jest to normalne, to jednak gdy nie mogłam dopiąć się w ulubionej sukience, to było mi naprawdę bardzo przykro. Tym, co mi pomogło, było wsparcie bliskich mi osób. Mam to szczęście, że Kacper świetnie gotuje i nie żałował czasu na przygotowywanie pożywnych, ale jednocześnie lekkich posiłków. Istotne było także to, że przejmował opiekę nad Alą, gdy ja (za zgodą lekarza) wróciłam do treningów. Moi znajomi natomiast nie proponowali mi słodyczy ani kalorycznych przekąsek. Dzięki wsparciu rodziny i przyjaciół po paru miesiącach odzyskałam swoją standardową objętość. Między innymi dzięki temu doświadczeniu wiem, że gdy ktoś ma problemy z wagą, pomocna jest wyrozumiałość i pomoc ze strony bliskich, a nie komunikat w stylu “wstydź się, grubasie” – który przecież (choć wyrażony językiem symbolu) pojawia się w omawianej kampanii. Poza tym, twórcy afiszy “zapomnieli” chyba o tym, że otyłość nie zawsze jest efektem “żarcia zamiast życia”. Istnieje kilka schorzeń, które sprawiają, że człowiek – nawet jeśli zdrowo się odżywia – i tak przybiera na wadze. Należy do nich niedoczynność tarczycy, zespół Cushinga czy zespół policystycznych jajników. Co więcej, czasami występowanie nadwagi ma związek z działaniem naszej psychiki – niekiedy depresja lub choroba dwubiegunowa sprawiają, że człowiek szybko przybiera na wadze. Myślę, że niektóre spośród tych osób, widząc rzeczone plakaty, czują winne i upokorzone. Ja sama, gdybym miała wątpliwą przyjemność natknąć się na nie w połogu, pewnie nie rozdzierałabym szat, ale na pewno nie poprawiłoby to mojego samopoczucia.
Otyłość nie zasługuje na promocję
Nie chcę w tym tekście powiedzieć, że otyłość jest w porządku – tak samo, jak w porządku nie jest zapalenie płuc, grypa czy wrzody żołądka. Otyłość została wpisana przez Światową Organizację Zdrowia (WHO) na Międzynarodową Listę Chorób i Problemów Zdrowotnych (klasyfikacja ICD-10) pod kodem E66 już ponad pół wieku temu – i jej coraz bardziej powszechne występowanie uznaje się w tym momencie za poważny problem społeczny. Według WHO, już jedna czwarta Polaków cierpi z powodu zbyt wysokiej masy ciała. Problem nadwagi i otyłości dotyka także osób bardzo młodych – ostatnich 20 latach aż trzykrotnie wzrosła liczba dzieci z nadwagą (najszybciej w Europie tyją polskie dzieci!). Posiadanie nadmiernej masy ciała nie dość, że jest chorobą samą w sobie, to dodatkowo może skutkować udarem, niewydolnością serca, chorobą wieńcową i nadciśnieniem. Jest zatem w pełni zrozumiałe, że osoby, którym leży na sercu dobro społeczeństwa, chcą nakłonić Polaków do zmiany nawyków żywieniowych. W ramach profilaktyki chorób nie wolno jednak ośmieszać osób, które z danym zaburzeniem się zmagają – zawstydzanie to jedno z najgorszych możliwych narzędzi “wychowawczych”. Aby skutecznie i w sposób pozbawiony hejtu pomóc Polakom obniżyć ich BMI, należałoby raczej postawić na solidną edukację w szkołach (młodzi Polacy często po prostu nie wiedzą, jak jeść zdrowo, a jednocześnie smacznie i do syta), a osobom z nadwagą i otyłością ułatwić dostęp do dietetyków i psychologów (jeśli nadwaga ma podłoże psychologiczne). Uważam też, że aby rozwiązać problem ekspresowego tycia polskich dzieci, należy edukować rodziców, że dziecko ma prawo jeść tyle, ile chce – wmuszanie w dziecko “jeszcze jednego widelca mięska za tatusia” i niepozwalanie mu na odejście od stołu, dopóki nie zje, to emocjonalna przemoc, która prowadzi do tego, że człowiek je nie wtedy, gdy jest głodny, ale wówczas,gdy chce kogoś zadowolić, okazać wdzięczność lub poprawić sobie humor – co jest prostą drogą do problemów z wagą.
Życzyłabym sobie, aby stacje telewizyjne zamiast nadawać reklamy syropów wspomagających apetyt, emitowały mądre spoty na ten temat.

Uważam, że nie ma nic obraźliwego w tych plakatach, byłoby tak gdyby znalazły się na nich wizerunki konkretnych realnych osób. Sprawa jest na tyle poważna, że na alarm należy bić i podnosić świadomość i dobrze, że taka kampania powstała.
A ja w pełni podpisuję się pod tym artykułem rękami i nogami – TO JEST GRAFICZNY HEJT.
A co do braku konkretności wizerunków – to nie jest konieczne. Wystarczy, by na rysunku był schematyczny obraz z zaznaczonymi charakterystycznymi cechami, jak sylwetka, kształt nosa, oczu lub kolor skóry.
Pozdrawiam.
Nie zauważyłam na tych plakatach ani konkretnego kształtu nosa, ani koloru skóry, a jeden z plakatów z wyraźną oponką wokół pasa zmobilizował mnie żeby spuścić wzrok i przyjrzeć się sobie czy nie mam za dużo tu i tam. Ponad 100 centymetrów w obwodzie pasa to realne zagrożenie chorobami układu krążenia, warto o tym pamiętać. W telewizji jest emitowana reklama: pod okienko z jedzeniem na wynos ( w domyśle jakiś tam ..drive) podjeżdża samochód, kierowca z widoczną nadwagą składa zamówienie na powszechnie znane i lubiane burgery w bułce i równie znane napoje. Pani w okienku powtarza zamówienie: dwa nadciśnienia, dwa zawały i trzy cukrzyce, tak mniej więcej. Czy to jest hejt?
Pozdrawiam.
Mam problemy z wagą. Po urodzeniu dzieci nigdy nie wróciłam „do siebie”. Raz chudnę raz tyję. Staram się być aktywna. Spacery, baseny, siłownie. Efektów nie widać . Ale cieszę się z powodu tej kampanii, mimo że nie jem hamburgerów. Jest dowcipna mądra i może kogoś obudzi. Nie uważam, że kogoś obraża. 90 procent otyłych zawdzięcza swą sylwetkę żarciu, a tylko 10 procent chorobom. Może ktoś się obudzi dzięki tej reklamie.
Plakat z napisem „ŻRYJ” i przekreśloną literką R ma bardzo pozytywny wydźwięk, ze słowa ŻRYJ powstaje słowo ŻYJ 🙂 Ta kampania wcale nie jest złośliwa jak sugerowałby tytuł artykułu.
Proponuję pewien eksperyment myślowy. Czy ktoś, kto uważa tę kampanię za słuszną, uważa się taże za jej adresata? Jeśli tak, to teraz drugi krok. Czy mobilizuje Cię ona do zmiany? Ciekaw jestem jaki odsetek społeczeństwa mógłby odpowiedzieć 2xtak. Bo jeśli 1xtak (albo co gorsza 0,5xtak: słuszna ale dla innych=wstydź się grubasie), to wg mnie pieniądze w błoto lub stygmatyzowanie a nie zmiana.
Jak reagują ludzie tak zawstydzani? Zjedzą coś na poprawę nastroju.! Druga rzecz to przemiana materii. Jeden je niedużo i tyje , drugi może zjeść konia z kopytami i nie przybiera na wadze.@blockajoana upraszcza sprawę jak hebel. Przyjdzie walec i wyrówna! W żywności jest mnóstwo chemii, bo ma być tanio, a że jest szkodliwie? To wstydz się grubasie!Załatwione!
Zdaje mi się że proces w sprawie morderstwa prezydenta Gdańska nie zakończył się jeszcze. Nie bardzo rozumiem na jakiej podstawie autorka twierdzi że powodem była „nienawiść”.
Z dziećmi to już w ogóle sprawa jest trudna, bo rodzice często niestety zajmują się body shamingiem… A z takiego kontaktu trudno jest się wyswobodzić. Co wtedy?
PS. Wrzucam niżej stronkę gdzie jest na grafice przedstawione jak można zastąpić body shamujące słowa innymi:
https://maratonpomyslow.pl/body-shaming
Zapomniałem dodać, że trzeba przescrollować (albo przeczytać jak ktoś lubi :p)