Kieszonkowy atlas spowiedników. Jak rozpoznać trujących i całkiem zjadliwych?

#mojaSpowiedź

Przed nami Wielki Tydzień. Większość z nas zapewne umyła już okna, ale szorowanie duszy – czyli spowiedź – zostawiamy zwykle na ostatnią chwilę. Do konfesjonału udajemy się więc zwykle tuż przed Wielkanocą – czasem wynika to ze strachu przed tym, co nas tam spotka (a „konfrontację” z tym, czego się boimy, zwykle prokrastynujemy (czyli odwlekamy) albo z tego, że chcemy mieć pewność, że w czasie Zmartwychwstania będziemy mogli wypełnić jedno z przykazań kościelnych i – nieumorusani jakimś paskudnym grzechem – przystąpimy do Komunii. Do spowiedzi jednak trzeba trojga – nas samych, Boga oraz Jego podwykonawcy – czyli spowiednika. Od kapłana siedzącego w konfesjonale zależy naprawdę bardzo, bardzo dużo (Szymon Hołownia pisał nawet kiedyś, że w konfesjonałach marnują się hektolitry Bożej łaski). Na podstawie doświadczeń własnych oraz naszych praktykujących znajomych stworzyliśmy więc podręczny atlas spowiedników – być może przyda się on tym, którzy przy kratkach konfesjonału doświadczyli już kiedyś duchowego zatrucia i chcą uniknąć tego w przyszłości…

  • SPRINTER
  • Działanie na duszę i umysł: Jadalny.
  • Miejsce występowania: Zwykłe kościoły parafialne.
  • Opis: Spowiedź u niego trwa około dwóch minut. Nieważne, czy spowiadasz się z częstych spóźnień, czy z morderstwa teściowej – za pokutę otrzymujesz 10 „zdrowasiek”. Grzechy zostają Ci odpuszczone, ale nie uzyskasz u niego odpowiedzi na nurtujące Cię pytania.
  • Nasze obserwacje: W jednym z kościołów, do którego niegdyś uczęszczałam, pewien spowiednik w trakcie wykonywania posługi zwykł trzymać na kolanach „Teletydzień”. Uwaga: to nie jest wyolbrzymienie – tak naprawdę było. Kiedyś, usłyszawszy moje grzechy, obrócił się lekko w moją stronę i powiedział „Bardzo dobrze, że się wyspowiadałaś”. I tu – mimo jego nienachalności – byliśmy zgodni.
  • TROPICIEL GRZECHÓW SEKSUALNYCH
  • Działanie na duszę i umysł: Trujący – zwłaszcza dla młodych kobiet!
  • Miejsce występowania: Może występować wszędzie, ale niektórzy badacze twierdzą, że najczęściej można go spotkać podczas kursów przedmałżeńskich lub na wyjazdach młodzieżowych.
  • Opis: Opowieść o tym, jak okradłeś bank, nie zrobi na nim większego wrażenia – w przeciwieństwie do masturbacji, współżycia pozamałżeńskiego, stosowania antykoncepcji etc. Na wyznania win tego rodzaju potrafi zareagować bardzo emocjonalnie. Niekiedy dopytuje, każe „doprecyzować”, sugeruje seksualne rozpasanie lub raczy „życiowymi” mądrościami („seks z prezerwatywą to jak lizanie lizaka przez papierek”).
  • Nasze obserwacje: Pewna znajoma spowiadała się kiedyś z różnych grzechów (zróżnicowanych pod względem ciężaru). Znalazł się wśród nich seks przedmałżeński. W odpowiedzi usłyszała, że jest… „nadgryzionym jabłkiem”. No cóż… niektórzy z tej opowieści się śmiali. Inni zdobyli argument za tym, że spowiedź, księża i w ogóle wiara są tylko narzędziami do wbijania ludzi (zwłaszcza kobiet) w poczucie winy, a więc… lepiej ich unikać.
  • PS Ten typ spowiednika pojawił się też w powieści Marqueza „Miłość w czasach zarazy”. Tropiciel zapytał główną bohaterkę przy spowiedzi, czy kiedykolwiek zdradziła męża. Fermina, zszokowana i urażona, odeszła od konfesjonału. I już nigdy tam nie wróciła.
  • RÓWNY GOŚĆ
  • Działanie na duszę i umysł: jadalny
  • Miejsce występowania: zwykłe parafie, ale też pielgrzymki i rekolekcje
  • Opis: Zwykle niemało w życiu przeszedł, więc niewiele jest go w stanie zdziwić. Nie potępia nikogo, rozumie ludzkie słabości. Nie zdarzyło się, by komuś „dowalił”. Nic co ludzkie, nie jest mu obce – jeśli tylko żałujesz swoich poczynań, od spowiedzi odejdziesz podbudowany… i z odczuciem ogromnej ulgi.
  • Nasze obserwacje: Pomaga tym, którym wydaje się, że „tylko oni są tak źli”. W przypadku grzechów „seryjnych” czy związanych z nałogami, może niewystarczająco motywować do trwałej zmiany.
  • DRĘCZYCIEL 
  • Działanie na duszę i umysł: Trujący! Uważać na niego powinni zwłaszcza skrupulanci, dzieci oraz osoby wrażliwe na krytykę.
  • Miejsce występowania: Często można go spotkać w parafiach, o których mówi się, że są „nieobojętne politycznie”.
  • Opis: Może być w sędziwym wieku, ale zdarzają się też młodzi, „zbyt zaangażowani” księża, którzy należą do tego gatunku. Wyznając grzechy, widzisz na jego twarzy niezadowolenie, a nawet przerażenie. Daje Ci odczuć, że to, co zrobiłeś, jest straszne – nagle masz poczucie, że wszystkie Twoje grzechy lekkie tak naprawdę są śmiertelne. Często straszy (zdarza się, że i samym piekłem) i zadaje pokuty, które trudno jest wypełnić. Spowiedź u niego często przypomina seans w komnacie tortur.
  • Nasze obserwacje: Bywa przerażający. Kiedyś, w wieku około 10 lat, przystąpiłam do spowiedzi. Trafiłam na Dręczyciela. Moim przewinieniem (niewątpliwie niemałym) było to, że w wakacje nie zawsze chodziłam do kościoła. Dowiedziałam się, że popełniam jeden z najgorszych możliwych grzechów i że nie chce się mu (spowiednikowi) dać mi rozgrzeszenia. Przez jakiś czas bałam się spowiedzi – i szukałam jedynie Sprinterów.
  • MISTRZ DUCHOWOŚCI
  • Działanie na duszę i umysł: jadalny (i bardzo bogaty w składniki odżywiające ducha!)
  • Miejsce występowania: zazwyczaj klasztory (mistrzowie duchowości zwykle bywają zakonnikami).
  • Opis: Spowiednik doskonały. Nie tylko słucha Twoich grzechów, ale również stara się nakreślić Twój duchowy portret” – zapyta o to, jak się modlisz, czy czytasz Pismo Święte, jak przeżywasz relację z Bogiem. Wymagający, ale i wrażliwy – nie krzyczy, nie unosi się, nie upokarza. Słucha i wyciąga wnioski. Nie ma jednego „zestawu pokut” dla wszystkich penitentów, w zależności od dnia tygodnia – do każdego spowiadającego się podchodzi indywidualnie.
  • Nasze obserwacje: Przystąpiłam kiedyś do spowiedzi po dłuższym (a nawet bardzo długim) okresie. Przypadkiem (bądź nie!) po drugiej stronie znalazł się właśnie Mistrz. Kiedy już wyplułam z siebie swoje niecne uczynki w ilości hurtowej, spodziewałam się ostrego zbesztania i nakazu udania się na kolanach do Częstochowy w ramach pokuty. Jakież było moje zdziwienie, gdy za pokutę Mistrz „zadał mi”… zastanowienie się nad tym, co w tym moim mocno pokręconym życiu było DOBREGO. A potem poświęcił sporo czasu na rozmowę o moich rozterkach i wątpliwościach. Z kaplicy wyszłam wewnętrznie odmieniona, spokojna i… zszokowana. Jeżeli ktoś uważa, że spowiedź nic nie wnosi do jego życia – to widocznie nie spotkał jeszcze Mistrza.

Jeśli udajemy się do lekarza – zazwyczaj wybieramy tego najlepszego. Nie ma, niestety, aplikacji, która umożlwiałaby znalezienie najlepszego spowiednika, najlepiej z określoną „specjalizacją” (może kiedyś Kacper podejmie się stworzenia serwisu „ZnanySpowiednik”?). Tym bardziej nie warto zatem wybierać spowiednika „pierwszego z brzegu”. Szukajmy, pytajmy znajomych, szukajmy informacji w Internecie – choć grzechy odpuszcza sam Bóg, to jednak ci, którzy pracują w Jego winnicy, mają ogromny wpływ na nasze życie duchowe – mówimy to nie jako wybitni teolodzy moraliści, ale na podstawie własnych przeżyć. Warto też pamiętać, że jeżeli wydaje się nam, że spowiedź to przykry obowiązek, strata czasu lub kwadrans upokorzenia – to wcale nie oznacza to, że pomysł Boga na ten sakrament był chybiony. Najprawdopodobniej po prostu musimy szukać „tego jedynego” spowiednika dalej.

Ale z drugiej strony, nie wolno nam w tym wszystkim zatracić perspektywy wiary. Nawet, jeśli kiedyś trafimy na zafiksowanego na sferze seksualności dręczyciela z  wzrokiem utkwionym w „Teletygodniu” – pamiętajmy o tym, że tak naprawdę spotykamy się z Tym, który rozumie. I czeka na to, by kolejny raz nam przebaczyć.

PS O spowiedzi i jej podobieństwie do pilingu pisaliśmy również TUTAJ: https://katolwica.blog.deon.pl/2017/10/08/spowiedz-roprowadz-po-powierzchni-duszy-jak-piling/

Continue Reading

Gadasz z Bogiem? Nie kokietuj!

#mojamodlitwa

Sytuacja pierwsza:

Jesteś mega wkurzony na szefa. To, co powidział lub zrobił Ci dziś w pracy, było naprawdę słabe. Masz ochotę podpalić siedzibę firmy, a szefowi rozwalić auto. Masz jednak świadomość, że za takie rzeczy grozi kryminał – no i jesteś katolikiem. Wracasz więc do domu, jesz obiad, oglądasz film. W końcu przychodzi czas na sen, a przed nim – wieczorną modlitwę. I chociaż wciąż kipisz złością, wewnątrz Ciebie niemal buzuje jad, to czujesz, że Bogu o trudnych emocjach (takich jak wściekłość) się nie mówi. Zaczynasz więc tkać słowa misterne jak koronka, odmawiasz pacierze w intencji pokoju na świecie, zachowując powagę godną Oleńki Billewiczówny. Po modlitwie jesteś już nie tylko wkurzony, ale i zmęczony. Cóż…. przynajmniej wypełniłeś obowiązek.

Sytuacja druga:

Choć bardzo prosiłeś Boga, aby rozwiązął Twój problem, dziś spotkała Cię prawdziwa tragedia. Ktoś znajomy – mimo modlitwy i postu – nie został uzdrowiony, w rodzinie dzieje się coraz gorzej albo właśnie otrzymałeś wymówienie z pracy, choć odmówiłeś Pompejankę w intencji stabilizacji zawodowej. Chce Ci się wyć, szlochać, masz ogromny żal do Boga. Czujesz się przez Niego opuszczony. Podczas modlitwy jednak pilnujesz, by żal z Ciebie nie wyciekł, nie wylał się poza Twój umysł – próbujesz więc Bogu pokazać, że mimo wszystko trwasz przy Nim w pokorze. Po odłożeniu różańca, długo jeszcze łkasz w poduszkę. W poczuciu zupełnej samotności.

Wspólny mianownik? Próba „zabłyśnięcia” przed Bogiem, który przecież jest Światłością. Próba kreowania się na kogoś, kim się nie jest, przed Osobą, która zna wszystkie nasze myśli. Chęć zaimponowania Komuś, kto tak bardzo ceni pokorę. Że to bez sensu? No pewnie. Bo modlitwa (choć nigdy się nie „marnuje”) przynosi owoce przede wszystkim wtedy, kiedy jest szczera i płynie z głębi serca.

Dopóki żyjemy na tym „łez padole”, w naszym życiu będzie obecny i ból, i lęk, i wściekłość. Będziemy targani różnymi emocjami. Nieraz poczujemy żal do Boga, wiele razy to, co na nas ześle, będzie dla nas trudne, przygniatające, niezrozumiałe. Dlaczego wiec w modlitwie nie mielibyśmy Mu o tym wszystkim powiedzieć? Czemu nie potrafimy modlić się tak, jak Jezus konający na krzyżu – „Boże Mój, czemuś Mnie opuścił?”.

Sądzimy, że wynika to przede wszystkim z wychowania (w wielu domach nie ma przecież przyzwolenia na okazywanie na przykład złości) oraz fałszywego obrazu tak zwanej bojaźni Bożej. W byciu w kontakcie z Jezusem nie chodzi przecież o budowanie swojego duchowego PR-u, o kokietowanie, jacy to nie jesteśmy pobożni i usłużni – chodzi o szczerość. Czasami dobrze jest powiedzieć Bogu, że nie podoba nam się to, co dla nas przygotował, albo że mamy dość swojej roboty. Któż zrozumie nas lepiej, niż Bóg, który przyszedł na świat także po to, by dzielić nasze doświadczenia, by być podobnym do nas…?

Wydaje nam się, że w znacznej mierze uwolniliśmy się już od chęci „bycia świętszymi od papieża” w zakresie modlitwy. Najczęstszym wyobrażeniem na ten temat jest uklęknięcie, złożenie rączek i odklepanie “kanonu” paciorka – „Ojcze nasz”, „Zdrowaś Maryjo”, Wyznanie wiary i prośba do Anioła stróża. Otóż my modlimy się w zupełnie inny sposób. Kiedy leżymy wspólnie w łóżku żegnamy się, bierzemy się za ręce i zaczynamy gadać z Bogiem. O czym gadamy? O tym, o czym można rozmawiać z najlepszym przyjacielem: mówimy, że dziękujemy za dzisiejszy dzień, za to, że nadal możemy się cieszyć sobą. Ale nierzadko zdarza nam się powiedzieć także coś w stylu:”Boże zrób coś z tym, bo już nie dajemy rady”, albo „Boże, dlaczego nas ostatnio nie wysłuchałeś?!”. Taka modlitwa może się wydawać niekonwencjonalna, ale taka właśnie nas (bo mówimy o swoim doświadczeniu) przybliża do Boga, pomaga choć trochę zrozumieć, czym jest życie z Bogiem, traktować religijność nie jako ludowy element wystroju osobowości, ale jako element życia, które – o czym wszyscy wiemy – potrafi człowiekowi dopiec. Jeśli sami odsuniemy Boga od naszych trudnych emocji, od zawirowań, nie będziemy z Nim szczerzy – to sorry, ale raczej nie uda nam się zbudować z Nim sensownej, trwałej relacji. Być może przy pierwszym kryzysie wszystko się rozleci i nasza wiara albo umrze całkowicie, albo stanie się wydmuszką.

Żeby było jasne – nie jesteśmy żadnymi mistrzami duchowości. Nie mamy nawet teologicznego wykształcenia. Inspiruje nas jednak chociażby fragment Starego Testamentu – a dokładniej z  Księgi Jeremiasza, kiedy to Jeremiasz gorzko krytykuje Boga za posługę, do jakiej został powołany (Jr 20,7-18). Nawet ma do Niego pretensje o  fakt własnego urodzenia! Przecież on był prorokiem, osobą oświeconą – dlaczego więc aż tak mocne słowa padają z jego ust? Ponieważ w tym fragmencie zostało nam pokazane coś szalenie ważnego – BĄDŹ SZCZERY, NIE KOKIETUJ!

PS Dodatkowo, chcielibyśmy polecić Wam film, w którym ks. Piotr Pawlukiewicz kapitalnie wyjaśnia istotę „ostrej” rozmowy z Bogiem. https://www.youtube.com/watch?v=Hej9KhkALTY.

Continue Reading